nadzieja obumiera pod płaszczem liści
ostatnia
nie przezimujesz ze mną zimy
nie postawisz swojej kociej łapy
nie wbijesz we mnie pazura dla stabilności

nie pokochasz na nowo
krzywda zbyt mocno boli
nigdy nie zapomnisz
i nawet jeśli pozamieniam
wszystkie nie
na tak
zrobisz swoje
i nawet jeśli wypocę
wszystkie smutki
nie będę już dla Ciebie
całym niebem
jedynie czasem

ukoję Twoje dziecko
zabiorę na huśtawkę
zaśpiewam choć nie umiem
twój nakaz
"celebruj teraźniejszość"
zabieram ze sobą
i czasem ogrzeje się
Twoim ciepłem
wybacz,
bez zgody
jeszcze tylko przetrwam
Twoje urodziny
i nadzieje przykryje
pod płaszczem liści
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz