ostatnio dużo podróżuje. samochód stał się moją ostoją i oknem na świat. noga daje popalić, ostrymi szarpnięciami dręczy moje sumienie. a przecież jak dotąd dbałam o nią jak umiałam najlepiej a jednak...
za dwa miesiące czeka mnie ostatnia trzecia już operacja kolana, potem żmudny proces rehabilitacji i powrót do całkowitej sprawności, najważniejsze by obyło się bez bólu, bo choć zakorzeniony tak bardzo we mnie jednak jest uciążliwym kompanem ostatniego półtora roku.
dziś kolejny wyjazd tym razem bieszczadzkie połoniny przywitają mnie uśmiechem i otworzą drzwi nieznanego. lubię witać nowe i mrugać okiem do mijającego, dziękować doświadczeniu i żyć by niczego nie żałować :)
wielu odnajdywało w pisanym słowie siebie.
między labiryntem gier gestów i symboli.
twoje stopy odbite skrzętnie między pajęczą siecią,
wśród gwiazd i bali życia.
pokaż mi słowo,
które powie mi jak na twojej bieli odnaleźć siebie.
nie napiszę ci maila
smsa nie wyślę
wyciągnę maszynę
i zacznę pisać.
kupię znaczek
kwiaty kupię
wyślę i zaniosę.
nie będę karmić
złudzenia są fe.
przysiądę, przytulę
popatrzę, pochwalę.
tak idę i gonie
tak myślę i czuję,
wezmę Twoją dłoń
chwycę i uniosę
co mi tam :)

niektóre zdjęcia, obrazy
zastępują więcej niż tysiące słów
...
to miasto,
środek pola
gdy o świcie,
nago
jeździliśmy pełni
wrażeń i nie zliczonych dat.
goniły nas widły
chłopów z zadartymi rękawami.
komary, mrówki smakosze
żrące nasze ciała.
słuchaliśmy wiatru,
gdy dudnił i wył,
tańczące wierzby
kłaniające i szeptem wiążące
nasze korzenie
ojczystej ziemi
uciekły spojrzenia
zastygły w szmaragdowym lesie
owady, dzikie kurtyzany
pełnia nie taka jak wtedy
wówczas przy świecy
w kominku spalone twe włosy
i ja w czerwonych majtkach
potrzebująca Twojego ramienia