przylatuje czasem na mój balkon
nie umiem powiedzieć dlaczego jest smutny i nic nie chce jeść
albo zakochany i obumiera pod drzewem życia
albo chory biedaczek
dawno go nie było
martwię się...
mam jednak nadzieję, że lata szczęśliwie w wolnej przestrzeni życia...
pojawia się i nie znika
już od miesiąca jest ze mną
zawsze o tej porze
snów
nocnych zakamarków dusz
razem
lubię je
czekam

podglądasz mnie
widzę,
nawet jeśli nie patrze
niczym sowa tępym wzrokiem
bacznie rejestruje przebieg zdarzeń,
rytm słów,
napięcie rymów
słyszysz?
twój rękaw muskający
moje ramie,
szara eminencja
błyszcząca w świetle
spalonych reflektorów,
każdy telefon
mający jedną pozycję,
znasz ją.
każdy dotyk
guzik marynarki
ruch zjawisk
słońce świecące tak samo
każdej miłości inaczej
zapach w pełni ,
inny
twój profil
uchwycony moją migawką palca,
zwierciadło
głębszego spojrzenia,
czuje Cię
powietrze gęste
rozczulają mnie takie plakaty..
jak widać nie tylko koty wychodzą na swe podboje
słuchając głosu instynktu
nawet te, których natura obdarzyła skrzydłami
uciekają szukając swej wolności
burze
te gwiaździste
nieosiągalne
urocze
banalnie niebezpieczne
pieszczące powieki
ogłuszające świt
powabne
pierwsze, nieostatnie
rozkoszne, strachliwe
wywołujące
otępienie,
uśmiech
przywołujące koloryt
dziecięcy strach.
poluje od paru dni
by uchwycić
ich labilność
ale piorun i grzmot
wygania mnie z objęć
niebezpiecznie
próżnego żywiołu.
burze porównywalne
do ludzkich dusz
serc
słów, które mówimy do siebie
....
burze