zapukała do mnie, sapiąc i dysząc jakby płuca nie ogarniały zimnego powiewu nordyckiego wiatru.
kto tam? zapytałam patrząc na liliowo karmazynowy zegarek wskazujący złowrogą porę nocnych duchów
wpuść mnie nie pożałujesz przynoszę wieści, które wskażą Ci drogę, zamkną usta i ... nie mogę powiedzieć, wpuść proszę!
któż to może być, jakie wieści chce przekazać o tej porze w tym zakątku ziemi i dlaczego akurat mnie?
waliła szarpiąc klamkę, jęcząc w skowycie jakby całe plemię zdziczałych psów miało zamiar odgryźć jej ogromną część posiadanego ciała.
wpuść słyszysz ! musisz mnie wpuścić!!
cholera jasna a jeśli to stojąca z kosą śmierć przyszła po mnie?
natłok słyszanych wrzasków spowolnił myślenie, chaos i bicie serca nie pozwalał opanować lęku towarzyszącego od momentu wybicia północy.
morze kwiczało jak oszalałe świstem niosąc ze sobą potargane strzępy zbuntowanych fal.
Do diabła! za dużo czytam a wyobraźnia czyni ze mną co chcę, puszczając wodze fantazji i cudów umysłu. Cóż za wymysły, jaka śmierć !
Moment, muszę się ubrać, zaraz pani otworzę.
Fale ucichły a psy chyba odgryzły język, bowiem nastała przerażająca cisza, taka sama kiedy zasypiając słyszy się tylko ten świst własnego oddechu obok drugiego ucha…
"Jedynym człowiekiem, który zachowywał się rozsądnie był mój krawiec. Za każdym razem, gdy mnie widział, zdejmował miarę, podczas gdy inni podchodzili do mnie stale ze starymi miarkami mając nadzieję, że wciąż do nich pasuję". Bernard Show
poniedziałek, 11 października 2010
niedziela, 10 października 2010
'natchnienie mnie opuściło
gonię go i szukam
a ono
w swoją stronę
świat stoi otworem
wszystko jest do wzięcia
liść jesienny
orzech
połamany stół
czysta skała
i ten ślimak
co nie wie gdzie dalej'
'babie lato
nas opuszcza
jeszcze się wykrada
lata
zawija skrzydła
uśmiecha
i puszcza oko do słońca'
'boli mnie głowa,
ale to Twoja przestrzeń Twój pokój,
więc pal w nim dowoli
nie mogę zabronić,
chcę prosić z pozycji gościa leżącego obok wpatrzonego w Ciebie, gładzącego Twoją twarz, szorstkie silne ciało, doświadczone dłonie,
prosić o
niespopielenie duszy.
masz na sobie słuchawki,
białą pomiętą koszulę,
lubię Cię w niej i niebieskiej,
pracujesz a ja przypominam sobie strzępkiem wspomnień Twoją opowieść o nim.
poczekaj zapalę…'
gonię go i szukam
a ono
w swoją stronę
świat stoi otworem
wszystko jest do wzięcia
liść jesienny
orzech
połamany stół
czysta skała
i ten ślimak
co nie wie gdzie dalej'
'babie lato
nas opuszcza
jeszcze się wykrada
lata
zawija skrzydła
uśmiecha
i puszcza oko do słońca'
'boli mnie głowa,
ale to Twoja przestrzeń Twój pokój,
więc pal w nim dowoli
nie mogę zabronić,
chcę prosić z pozycji gościa leżącego obok wpatrzonego w Ciebie, gładzącego Twoją twarz, szorstkie silne ciało, doświadczone dłonie,
prosić o
niespopielenie duszy.
masz na sobie słuchawki,
białą pomiętą koszulę,
lubię Cię w niej i niebieskiej,
pracujesz a ja przypominam sobie strzępkiem wspomnień Twoją opowieść o nim.
poczekaj zapalę…'
sobota, 2 października 2010
przyjdzie pora
27 września 1978 roku o godzinie 12.10 przyszłam sobie na świat
doktor powiedział wtedy
"fajna duża dziewuszka"
miło :)
taka duża może nie urosłam,
ale mam duże serce i lubię siebie z wzajemnością
i
marzy mi się taka mała piękna Istota,
bo wiem, że jedyna bezinteresowana miłość na ziemi
to ta matczyna...
i na mnie przyjdzie pora :)
na zdjęciu Iza moja malutka kochana, córka przyjaciółki
kolano po
po operacyjne lewe me kolano ma się dobrze,
może dlatego, że mam zakaz jego obciążania od 6 do 8 tygodni,
potem z wolna wracanie do formy.
obecnie permanentnie ćwiczę co dwie trzy godziny,
potem dwudziesto minutowe chłodzenie
i tak mija dzień za dniem...
mam nadzieję, że to koniec zabiegów operacyjnych, znieczuleń, wstrzykiwania sobie zastrzyków przeciw zakrzepowych, bólu i wszelkiego rodzaju nie dogodnień, które towarzyszą mi od 25 stycznia 2009 roku.
wierzę, że już teraz będzie dobrze
a moje ciało nie doświadczy więcej niż dwóch widocznych i trzech ukrytych blizn na ciele...
czwartek, 23 września 2010
kalendarzowa
przyjaźń
zadzwoniła do mnie przyjaciółka, znamy się od 6 lat. na początku znajomości nasze kontakty były bardzo częste, z biegiem lat i wyboru dróg życia stawały się coraz bardziej rzadkimi. Nie oznaczało to dla nas żadnego końca relacji czy związku, bo przecież przyjaźń to jakiegoś rodzaju związek..., nie spowodowało iż nie wiemy co u siebie słychać, jak zmieniają się nasze priorytety, potrzeby życia, żółkną liście czy spadają kasztany. Mimo widzenia się raz na ruski rok nie robimy sobie awantur, nie złościmy się na siebie, nie negujemy swoich osobowości tylko dlatego, że trudno nam się spotkać... najważniejsze, iż akceptujemy siebie takimi jakimi jesteśmy, rozumiemy potrzeby, dajemy wolną rękę i czas a w nagrodę dostajemy piękny telefon i słowa, że nasza przyjaźń to taka fajna rzecz za którą się dziękuję...
telefon od Anetki natknął mnie do napisania owego posta...,
myślę sobie, że przyjaźń to taka piękna rzecz, która trwa i trwa mimo przeciwności, upadków, rozwoju skrzydeł ich spalania, nowych wzlotów, i tak w kółko...
i wcale nie potrzeba częstych kontaktów, ona sama wie co ma ze sobą zrobić, bo jak się już raz kogoś oswoi to jak w Małym Księciu stwarza się więzy do końca życia a może i dłużej...
podziękowania dla przyjaciół, że po prostu są :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)